Wybierz Biblię dla siebie

dołącz do nas
Opowieści biblijne
źródło: fot. AMD
  • 30 grudnia 2013
  • komentarzy
  • 482 wyświetleń
  • 6 osób lubi to!

Jan Chrzciciel, mesjasz i fałszywi prorocy

Beata Legutko

„Do pewnej gminy żydowskiej przychodzi kobieta w trzynastej ciąży z prośbą o zapomogę. Zniecierpliwiony urzędnik odsyła biedaczkę, radząc by się jej pozbyła. Kobieta dotyka brzucha zdziwiona: Pozbyć się ciąży? A jeśli to mesjasz?”[1]

 Można powiedzieć, że Żydzi czekali na wybawiciela od obietnicy danej Abrahamowi, a więc od ok. 3800 r. p.n.e. Nadejście mesjasza zapowiadali starotestamentalni prorocy, a pojawiający się na przełomie er wizjonerzy obiecywali nastanie ery mesjańskiej przejawiającej się wolnością polityczną, doskonałością moralną, sprawiedliwością społeczną i szczęściem w życiu doczesnym.

Pragnienie mesjasza

W pierwszych wiekach naszej ery sytuacja polityczna Żydów była dość trudna. Do 4 r. p.n.e. Judeą rządził Herod Wielki (Jezus urodził się, za czasów jego panowania,. ok. 6. r. p.n.e). Były to czasy względnego spokoju. Po jego śmierci władzę (choć nie królewską) przejął brutalny i – jak podkreślają historycy – nieudolny syn Archelaos. To wtedy doszło, do rozruchów, które ostatecznie zakończyły się usunięciem władcy przez Rzym, i ogłoszeniem Judei rzymską prowincją. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. W 26 r. prefektem Judei został Poncjusz Piłat, który – lakonicznie mówiąc – nie zabiegał o sympatię poddanego mu ludu. Nic dziwnego, że w tych czasach jeszcze bliższe i prawdziwsze stawały się dla Żydów słowa Izajasza: Winnicą Pana Zastępów jest dom Izraela, a ludzie z Judy szczepem Jego wybranym. Oczekiwał On tam sprawiedliwości, a oto rozlew krwi, i prawowierności, a oto krzyk grozy (Iz 5,7n).

Wobec okoliczności politycznych i starotestamentalnych proroctw tęsknota Żydów za wybawicielem stawała się coraz mocniejsza. Wyrażała się ona choćby w pytaniu skierowanym do Jana Chrzciciela „Kim jesteś?”, czy w słowach Samarytanki: „Wiem, że przyjdzie mesjasz”. Z jednej strony oczekiwania ludzi, a z drugiej działalność wizjonerów, próbujących na nie odpowiedzieć, sprawiały, że w I w. n.e. stosunkowo łatwo było spotkać szarlatanów, uzdrowicieli, charyzmatycznych głosicieli czy oszustów, podających się za mesjasza.

Choni i Chanina

Na terenach współczesnej Jezusowi Galilei żyły osoby – jak wierzono – szczególnie wybrane przez Boga. Byli to prorocy i jasnowidze, których sława rozciągała się na okoliczne krainy dzięki dokonywanym przez nich cudom. Do najbardziej znanych galilejskich „mężów Bożych” (bo tak ich nazywano) należał „Choni zakreślający kółka”. Wierzono, że jest on tak bliski Bogu, że jego modlitwa jest zawsze skuteczna, dlatego często o nią zabiegano. O Chonim zachowała się taka oto anegdotka. Kiedyś poproszono go, by pomodlił się o deszcz. Ten jednak nie spadł. Zakreślił więc na ziemi koło i rzekł do Boga: „Nie ruszę się stąd, dopóki się nie ulitujesz”. Po chwili spadło tyle wody, że uczniowie Choniego musieli prosić nauczyciela, by zatrzymał opady… Wielu cudów dokonywał też inny mąż Boży - Chanina ben Dosa. Nie tylko sprowadzał, bądź zatrzymywał deszcz, ale też przeżył „śmiertelne” ukąszenie węża i rozkazywał demonom[2].

Opowieści o obu cudotwórcach znajdują się zarówno w pismach żydowskich jak i u Józefa Flawiusza. Ten ostatni wspomina jednak jeszcze o innych mężach – fałszywych prorokach, zapowiadających nadejście nowych czasów.

Teudas i „Egipcjanin”

W I w. n.e. na terenach Palestyny było ich wielu. Oto w połowie lat 40, I w. niejaki Teudas zapowiedział swoim zwolennikom nadejście końcowego wieku wyzwolenia. Około dekadę później „prorok” zwany „Egipcjaninem” poprowadził grupę Żydów poza Jerozolimę, na Górę Oliwną, by pokazać, jak to na jego rozkaz rozpadną się mury miasta. Obu „buntowników” pojmali Rzymianie.

Jak widać pojawiający się co jakiś czas wizjonerzy trafiali na podatny grunt. Zapewne dlatego Biblia hebrajska przestrzega przed łatwowiernością i wymienia dwa rodzaje fałszywych proroków: jeden głosi bałwochwalstwo, drugi naucza w imieniu JHWH, ale twierdzi że dotychczasowe słowa Boże i przykazania nie mają już zastosowania. Dlatego też pobożni Żydzi chcieli pojmać Jezusa i ostatecznie oskarżyli go o bałwochwalstwo.

Faryzeusze twierdzili, że od czasów Malachiasza (ok. 400 r. p.n.e) nie było żadnego prawdziwego proroka i wierzyli, że nadejście mesjasza, zgodnie z zapowiedzią, będzie poprzedzone przyjściem Eliasza: Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede mną (Ml 3,1), Ja poślę Wam proroka Eliasza (Ml 3,23). Stąd też późniejsze pytania do Jana Chrzciciela, czy to aby on nie jest zapowiadanym Eliaszem. Jak wiemy z Ewangelii, zaprzeczył. Zaprzeczył też, że jest prorokiem (por. J 1,21), choć za takiego uważają go chrześcijanie.

brodaty, około trzydziestki

Według Nowego Testamentu Jan Chrzciciel był o pół roku starszy od Jezusa, urodził się ok. 6 r. p.n.e. wiosce Aim Karim, jako syn żydowskiego kapłana Zachariasza i jego żony Elżbiety (krewnej Maryi z Nazaretu). Nad Jordanem pojawił się ok. 28 r.

Choć miał około trzydziestki, jego potargane włosy i długa broda sprawiały, że wyglądał na dużo starszego. Nosił ubranie z sierści wielbłądziej i pas skórzany wokół bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym (Mk 1,6). Tym, co przyciągało do niego ludzi, były pełne charyzmy słowa: „Nawracajcie się, bo bliskie jest królestwo Boże”. Jak wiadomo, podobni do niego krążyli po Judei i okolicznych krainach, głosząc przeróżne orędzia. Dlaczego więc ludzie przychodzili do Jana? Może w jego głosie słyszeli dawnych proroków - Eliasza czy Izajasza, może znów poczuli, że Pan nie zapomniał o swoim ludzie.

Jan Chrzciciel wzywał do pokuty i nawrócenia, wielu pod wpływem jego słów wchodziło do rzeki i przyjmowało chrzest. Dla Żydów rytualne obmycie nie było niczym nowym, jednak chrzest Jana był czymś więcej niż jednym z wielu rytów oczyszczających. Różnił się też od cyklicznych obmyć stosowanych przez okoliczne sekty…

Może dlatego byli i tacy, którzy w tym proroku widzieli zapowiadanego mesjasza? Z Ewangelii wiadomo, że do Jana Chrzciciela przybyła też grupa kapłanów i lewitów. Zapewne chcieli sprawdzić, kim jest człowiek, o którym było się coraz głośniej. W pewnym sensie należał do ich grona, jako że jego ojciec przez lata był kapłanem w Świątyni Jerozolimskiej. Po chrzest przychodzili nawet saduceusze i faryzeusze, przyszedł również Jezus. Nie wiadomo dokładnie, w którym miejscu spotkał się z Janem. Jedni mówią, że odbyło się to w dolnym biegu Jordanu (okolice brodu Ayn Hajalah), inni, że w miejscu, w którym znajdowała się przeprawa promowa (Ennon w Samarii). Ewangelie nie pozostawiają jednak wątpliwości, że – mimo początkowego sprzeciwu (To ja powinienem przyjąć chrzest od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? - Mt 3,14) – Jan w końcu ochrzcił Jezusa. Otwarte niebo i głos z góry nie pozostawiły wątpliwości, kto był kim.

Jak już wspomniano, Jezus i Jan żyli w czasach zależności żydowskich ziem od Rzymu - władzę administracyjną i polityczną sprawował rzymski namiestnik (od 4 r. p.n.e. na terenach Galilei był nim Herod Antypas). To on rozkazał aresztować Jana, wtrącić go do więzienia, i ostatecznie zamordować. Dlaczego? Józef Flawiusz twierdził, że Herod Antypas uważał Jana za przywódcę powstania. Według Ewangelii Jan Chrzciciel został ścięty ok. 32. r. w wyniku spisku żony Heroda, Herodiady (por. Mk 6,17)/

*  *  *

W 2010 r. na Wyspie Świętego Iwana (niedaleko wybrzeży Bułgarii) odnaleziono alabastrowy relikwiarz, opieczętowany czerwonym woskiem. Zawierał on szczątki ludzkie - część kości twarzy, palec oraz ząb. Po dwóch latach intensywnych badań ustalono, że szczątki należą do Jana Chrzciciela, proroka przełomu Testamentów.

 

Bibliografia:

BrickerCh., Jezus i jego czasy, tł. P. Kwiecień, M. Stolarska, D. Ściborowska-Wytrykus, Warszawa 2007,
Flawiusz J., Wojna żydowska, tł. J.Radożycki, Warszawa 2001,
Maccoby H., Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza, Zgorzelec 1999,
Skrzypczak R., Między Chrystusem a Antychrystem, Kraków 2010,
Vermes G., Kto był kim w czasach Jezusa, Warszawa 2006,
Vermes G., Twarze Jezusa, Kraków 2008



[1] ks. R. Skrzypczak, Między Chrystusem a Antychrystem, Kraków 2010, s.108

[2] Por. G. Vermes, Twarze Jezusa, Kraków 2008, s. 296-308


więcej tekstów autora

Beata Legutko

dr filozofii, redaktor miesięcznika Biblia Krok po Kroku i Miesięcznika katolickiego LIST www.list.media.pl

Polecamy

Starożytne pielgrzymki

Sławomir Rusin

Droga pokonywania demonów

Św. Izaak z Niniwy

partnerzy